Jak znaleźć rano 5 minut na spokojną kawkę?

Witajcie ponownie na moim blogu. Jak zapewne zauważyliście bądź zauważyłyście to na blogu pojawiła się pewna zmiana, a mianowicie zmiana nazwy bloga na moje imię i nazwisko. Tak właśnie nazywam się Kaja Idzikowska i chciałabym by właśnie tak nazywał się mój blog i niebawem również planuję zmienić nazwę kanału, ale wszystko po kolei. No dobra, ale to nie o tym miało dzisiaj być.


Ostatnio zauważyłam, że wszyscy żyjemy w pośpiechu i nawet nie znajdujemy przysłowiowych 5 minut na kawę w ciszy i spokoju. Kiedyś jako nastolatka wiosną i latem siadałam na balkonie z kawką i śniadankiem by w ciszy się relaksować. Co prawda nie do końca w ciszy bo moje uszy wychwytywały dźwięki szumu drzew liściastych i śpiew ptaków. Uwielbiałam to miejsce i strasznie żałuję, że w moich aktualnych 4 kątach nie mam takiego balkonu otwartego na naturę. Jak jadę do mamy to ciągle tam przesiaduję. Teraz kawę piję w pośpiechu lub robię ją, ale wypijam zimną późnym popołudniem bądź wylewam. HALO! Czy na prawdę nie możemy znaleźć 5 minut dla siebie i naszej porannej kawy?? Czy świat się zawali kiedy zatrzymamy się na chwilę w tym pędzie? No i właśnie zadając sobie te pytania postanowiłam zaobserwować to jak funkcjonuję ja, mój narzeczony i bliskie mi osoby. I wiecie co? Znalazłam parę trików by znaleźć te 5 minut dla siebie.

Pierwszy z nich jest skierowany do kobiet, a zwłaszcza tych z dziećmi. Czy na prawdę codziennie musimy gotować obiady i stać w tych garach godzinami by zadowolić nasze rodziny? Czy coś im się stanie strasznego jak 2 dni z rzędu zjedzą to samo? Otóż nie. Nauczmy się robić obiady na 2 dni. Serio. Sama ostatnio napisałam narzeczonemu smsa " Kup mielone i surówkę x2". Chodziło mi o jedną paczkę mielonego mięsa i 2 surówki, a dostałam mielone, 2 surówki i jeszcze opakowanie piersi z kurczaka bo nie było 2 paczek mielonego. No niestety piersi poleciały od razu do zamrażalki, a z mięsa mielonego zrobiłam kotlety. Zazwyczaj robiłam tak, że z pół kilo mięsa robiłam kotlety i te, które nie zjedliśmy na obiad zostawały na stole to zjedzenia w ciągu dnia. Teraz te co zostały zostawiałam do ostudzenia i chowam do lodówki, a na drugi dzień gotuję tylko ziemniaki i odgrzewam kotlety. Przygotowanie drugiego obiadu już nie pochłania mi godziny tylko 10 minut i mam 50 dla siebie. Bo przecież nie muszę stać przy garnku kiedy gotują się ziemniaki. W tym czasie mogę obejrzeć odcinek serialu przy kawce czy nawet przeczytać kawałek książki. Da się? Da!

Kolejnym sposobem jest wprowadzenie pewnego nawyku do niedzielnej i czwartkowej rutyny. Otóż w te dni wieczorem przygotuj sobie ubrania na kolejne dni. W niedzielę na poniedziałek, wtorek, środę i czwartek, a w czwartkowy wieczór na piątek, sobotę i niedzielę. Dzięki temu rano otwierasz szafę i wyciągasz wieszak z przygotowanymi ubraniami od razu do założenia, a nie stoisz przed szafą pełną ciuchów i zastanawiasz się co założyć i co z czym będzie pasować. Poranne ubieranie stanie się szybsze i na bank znajdziesz 5 minut na kawę. No nie ma innej opcji.

Trzeci sposób to śniadanie do pracy. Coraz częściej jest tak, że robimy jedzenie do pracy czy szkoły rano przed wyjściem, a kiedy mamy za mało czasu lecimy do sklepu i chwytamy za byle co by jak najszybciej z niego wyjść. Od kiedy jestem z moim narzeczonym nabrałam pewnego nawyku. Wieczorem kiedy szykuję kolację dla naszej dwójki od razu robię dla niego kanapki do pracy. Odruchowo. Posmarowanie 2 kanapek dodatkowo zajmuje około 9/10 czasu mniej niż jak bym musiała dodatkowo wyciągać masło, rzeczy na kanapki i sam chleb. Rano Wojtek wstaje otwiera lodówkę i wyciąga gotowe kanapki. Kiedy ma popołudniówki robię to wraz z śniadaniem, a jak idzie na nocki to również w przygotowuję razem z kolacją. Dzięki takiemu sposobowi nie stresujemy się czy rano zdąży zrobić sobie jedzenie do pracy, a przecież zdarzają się sytuacje kiedy zaśpimy i wszystko robimy na przysłowiowym "spidzie". Nawet jak zaśpi to kanapki do pracy i tak ma gotowe. Natomiast ja zamiast latać po mieszkaniu by pomóc mu się wyrobić do pracy siadam z kawką z łóżku i oglądam Youtube.

Czwarty sposób to trochę z lenistwa. Sprzątam mieszkanie 2 razy w tygodniu. Nie latam codziennie ze szmatką i nie wycieram kurzy, nie zamiatam podłóg, ani nie odkurzam codziennie rano. Robię to w poniedziałki i czwartki. Co z tego, że w środę jest lekko zakurzona szafka pod telewizor, w łazience na lustrze jest pełno kropek z pasty do zębów, a w kuchni sypialni na toaletce leży szminka, którą malowałam się w poniedziałek wieczorem przed wyjściem do kina. Owszem staram się odkładać wszystko na swoje miejsce i w kuchni umyte naczynia chować do szafek, a blaty przecierać na bieżąco, ale nie ścieram kurzy codziennie i nie odkurzam. Szkoda mi codziennie to robić skoro za chwilę znowu będzie to samo. Wolę poświęcić godzinkę w 2 dni w tygodniu niż codziennie godzinę na sprzątanie. Czasem jak patrzę na moje koleżanki wycierające codziennie kurz to się zastanawiam czy one nie mają co robić i robią to z nudów? Jeżeli tak robisz to postaraj się chociaż to robić co 2 dzień i tą zaoszczędzoną godzinkę poświęć dla siebie lub rodziny. Kurz nie zając nie ucieknie.


Jak widać zmieniając parę nawyków na inne możemy zaoszczędzić parę minut dla siebie i poranną kawę w ciszy i spokoju. Do napisania tego postu zainspirowała mnie marka Werther's Original wraz z Rekomenduj.to, a dokładniej pisząc to ich wspólna kampania, w której miałam okazję uczestniczyć. Cała kampania jest pod hasłem " Tak smakuje przyjemność..." i promuje nowy smak słynnych karmelowych cukierków połączonych z czekoladowym nadzieniem. Cukierki znajdziecie pod nazwą Soft Eclairs. Kiedy przyszła ta paczka zaczęłam się zastanawiać czym dla mnie jest ta smakowita przyjemność i kiedy jej doznaję (?). Po wielu dniach zastanowień stwierdziłam, że to właśnie poranna kawa w towarzystwie słodkiego dodatku w ciszy i spokoju jest właśnie tą przyjemnością, która spotyka mnie każdego poranka.

Skoro wspomniałam o nowych cukierkach to w paru zdaniach Wam o nich opowiem. Soft Eclairs to miękkie karmelowe cukierki, które w środku mają czekoladowe nadzienie. Kiedy bierzemy cukierka do ust pod pływem ciepła czekolada zaczyna się rozpuszczać i po "zlizaniu" karmelowej części wypływa nam czekoladowa poezja.  Możemy oczywiście zacząć gryźć tego cukierka i wtedy czekolada z karmelem połączą smaki. Kto jak woli. Cukierki już są dostępne w sklepach i bez problemu je dostaniecie. Niestety jest w nich jeden minus. Jest ich mało w paczce, a znikają nie wiadomo kiedy. Są wciągające.


Wolicie karmel czy czekoladę? Dajcie znać w komentarzach który smak wybieracie, a także czy macie swoje triki na znalezienie codziennie 5 minut na kawę w ciszy i spokoju. Ja Wam swoje zdradziłam teraz Wy otwórzcie dla mnie swoje tajemnice ( jeżeli oczywiście macie na to ochotę). Lecę obierać ziemniaki bo mam z wczoraj kotleciki. Buziaki...

Komentarze

Popularne posty